Wiedza

Przejdź dalej

Fundacja Firmy Rodzinne

English

4 stycznia 2018

Zanim będzie za późno

Zanim będzie za późno

Przedsiębiorcy przeżywający poważne kryzysy, zanim poproszą kogoś o pomoc, czekają zwykle tak długo, że jest już zazwyczaj zbyt późno, by coś poradzić na kłopoty. Jak podkreślają międzynarodowi eksperci zaangażowani w projekt Early Warning Europe, decyzja o zwróceniu się do kogoś z prośbą jest niezwykle trudna – wielu przedsiębiorców odczuwa to jako przyznanie się do porażki. Niesłusznie.

Attila von Unruh przez ponad 20 lat prowadził z sukcesami firmę, dopóki okoliczności nie doprowadziły go do konieczności ogłoszenia bankructwa, po tym, gdy nie dostał zapłaty od dużego klienta. W niczym nie zawinił, a musiał zamknąć firmę. Przez cały ten proces czuł się osamotniony i nie mógł liczyć na pomoc ze strony żadnej instytucji.

Attila von Unruh

Attila von Unruh

Podobnie musi czuć się przeważająca część przedsiębiorców, którzy z niezawinionych powodów musieli ogłosić bankructwo. Według danych w raporcie „SME Policy Index” przygotowanym w 2012 r. wspólnie przez OECD, Komisję Europejską, ETF (Europejska Fundacja Szkoleniowa) oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) uczciwi przedsiębiorcy mają 96-procentowy udział w gronie bankrutów. Niestety społeczny odbiór takich osób jest z jednej strony ukształtowany przez  doniesienia o aferzystach, którzy celowo doprowadzili firmy do bankructwa, a z drugiej strony – plajta jest w oczach społeczeństwa ewidentnym dowodem porażki. W powszechnym rozumieniu bankrut jest więc nieudacznikiem.

Będąc osamotniony, Attila von Unruh zaczął szukać innych przedsiębiorców w podobnej sytuacji i w ten sposób utworzył grupę wsparcia. Kiedy dostrzegł, jak wielka wiedza i zasób kompetencji jest w osobach, które się spotykają, aby rozmawiać o swoich problemach w biznesie, uznał że razem mogą pomagać kolejnym negatywnie doświadczonym przez okoliczności.

— Każda z tych osób miała kompetencje i swoje mocne strony, które dawały ogromny potencjał do wyjścia z kryzysu. A jeśli nie, to z pewnością do spokojnego zamknięcia biznesu i rozpoczęcia nowej działalności – mówi Attila von Unruh, który na bazie swojego doświadczenia z bankructwem i spotkań w grupach wsparcia, które nazwał Insolvent Anonymous (Anonimowy Niewypłacalny – na wzór grup wsparcie Anonimowych Alkoholików), założył organizację Team U, która obecnie wspiera przedsiębiorców w poważnych kłopotach. W ciągu 10 lat swojej działalności pomogła ponad 14 tys. przedsiębiorców.

Mając za sobą tak bogate doświadczenie, założyciel i prezes Team U, nadzoruje obecnie wprowadzanie metodyki wsparcia i mentoringu w ramach projektu Early Warning Europe (EWE)realizowanego w Polsce przez Fundację Firmy Rodzinne (FFR) wspólnie z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).

Team U to jednak nie jedyna organizacja w Europie, która zapewnia wsparcie dla przedsiębiorców zagrożonych bankructwem. Jest ich przynajmniej kilka w rozwiniętych krajach. We Flandrii (północna część Belgii) od lat działa Dyzo. W skład jej zespołu wchodzi Pol Vermoere, który bardzo pozytywnie ocenia podejście polskiego zespołu realizującego projekt. Szczególnie podkreśla włączenie w ramy projektu aspektów psychologicznych.

— Nie można rozwiązywać kryzysu w firmie wydzielając tylko kwestie finansowe firmy, a pozostawiając bez uwagi całą sferę psychologii i postrzegania kryzysu przez przedsiębiorcę – mówi Pol Vermoere z Dyzo.

Vermoere przyznaje, że wśród belgijskiej opinii publicznej również pokutuje opinia bankruta-nieudacznika. Również ogólny wizerunek przedsiębiorcy nie jest tam szczególnie korzystny. Wg sondażu zaufania do przedsiębiorców, zaledwie 30% badanych deklaruje wysoki poziom zaufania do przedsiębiorców, którym udało się przetrwać pierwsze 5 lat działalności (ang. successful starters). Jeśli chodzi o przedsiębiorców w kłopotach – ponad 60% mieszkańców Flandrii deklaruje brak zaufania do takich osób.

— W Belgii przedsiębiorca nie ma łatwego życia. Kiedy odnosi sukces, wszyscy mu zazdroszczą, ale gdy nie wiedzie mu się, otoczenie natychmiast przypina mu łatkę nieudacznika – zwraca uwagę Pol Vermoere.

Pol Vermoere

Pol Vermoere

Trzeba zatem edukować społeczeństwo, a w pierwszej kolejności samych przedsiębiorców, co do natury prowadzenia biznesu. Kłopoty są czymś powszechnym, ale gdy zaczynają przybierać rozmiar, z którym przedsiębiorca sam nie potrafi sobie radzić – powinien być to sygnał ostrzegawczy. Niestety, jak obserwują obaj zagraniczni eksperci EWE, wiele osób czeka z prośbą o pomoc zbyt długo. Im szybciej doradcy i mentorzy wkroczą do akcji, tym większe szanse na powodzenie i wyciągnięcie firmy z tarapatów.

Aby zgłosić się do Dyzo, należy zadzwonić pod specjalny numer telefonu. Pol Vermoere deklaruje, że linia specjalna przyjmuje 8 nowych zgłoszeń od przedsiębiorców każdego dnia. W minionym roku było to łącznie 2600 telefonów od przedsiębiorców w tarapatach.

Po kontakcie zgłaszający się przedsiębiorca wypełnia kwestionariusz, w którym określa oczekiwania względem Dyzo oraz opisuje ramowo swoją sytuację. Mając takie dane, organizacja przygotowuje się do spotkania, na którym dokonuje już dokładniejszej analizy. W odniesieniu do jej wyników proponowane są przedsiębiorcy konkretne rozwiązania oraz sposoby na ich wdrożenie. Gdy właściciel firmy zgadza się zostać podopiecznym Dyzo i realizować uzgodnione założenia, zespół wolontariuszy wspiera go w tej realizacji. Jak przyznaje Pol Vermoere, na tym etapie zbudowane jest już spore wzajemne zaufanie, a strach przełamany.

Zapytany o to, czego najbardziej boją się przedsiębiorcy, ekspert z Belgii bez namysłu odpowiada, że boją się wykonać pierwszy telefon. Decyzję o kontakcie zagrożony bankructwem musi podjąć sam. Potem może liczyć na pomoc mentorów w przełamywaniu strachu. Odpowiedź na pytanie, czy jest jakaś ogólna zasada, którą można sformułować jako receptę na przełamanie strachu, ekspert z Dyzo rozpoczyna uśmiechem.

Faktycznie jest pewna sekretna formuła na przełamanie strachu i wzajemnych obaw. Polega ona na byciu szczerym – mówi Vermoere. — Jeśli nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, opowiadamy swoją własną historię i sprawdzamy kilkakrotnie wzajemne oczekiwania, zwykle nie zostawiamy już miejsca na jakiekolwiek nieporozumienia – dodaje.

W Belgii, podobnie jak w polskiej części projektu EWE, mentorów rekrutuje się spośród wolontariuszy. Zwykle są to byli przedsiębiorcy, osoby o ogromnym doświadczeniu biznesowym. Drugą dużą część mentorów stanowią specjaliści z obszaru rachunkowości i finansów. Z kolei największą różnicą w działaniu obu inicjatyw jest sposób ich finansowania. Belgowie zaczynali z drugiej strony. Projekt powstał w 100% jako wolontariat, z niedużym wkładem prywatnych pieniędzy. Potem, mając już na koncie pierwsze sukcesy, Dyzo zwróciło się o pomoc finansową do flamandzkiego rządu. Udało się. W pierwszym roku z rządem Flandrii Dyzo otrzymało 100 tys. euro na rok. Teraz jest to 500 tys. euro rocznie, ale jak przyznaje Vermoere, jest to ciągle mało, bo potrzeby są znacznie większe.

Z kolei EWE wystartował jako projekt finansowany z europejskich funduszy. Budżet przewidziany jest do końca 2019 r. Do tego czasu model funkcjonowania powinien się ustabilizować i stworzyć podstawy długotrwałego rozwoju. Czy to się uda?

Obaj moi rozmówcy podkreślają, że warto do projektu dołączyć jako mentor i wspierać inicjatywę. Możliwość bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi jest czystą dobrocią, jak zauważa Pol Vermoere i daje wiele radości. Natomiast największa satysfakcja spotyka tych wolontariuszy, którzy mają udział w powrocie przedsiębiorcy do normalnego funkcjonowania i mogą obserwować jak na nowo odnosi sukcesy. Nie da się tego porównać z niczym innym.

Konrad Bugiera

Członek Rady FFR, niezależny doradca w dziedzinie komunikacji biznesowej

Pozostań
z nami w kontakcie

Zapisz się do newslettera!